Franciszek Sobociński (1920 – 1985)

Franciszek Sobociński był postacią nietuzinkową w Skępem. Warto poznać biografię człowieka od zawsze związanego ze Skępem. Tu się urodził, pracował i zmarł.

Ojciec Franciszka Sobocińskiego miał na imię Jan, urodził się w 1877 r. w rodzinie rzemieślniczo - rolniczej. Jan miał brata Antoniego i siostrę Walentynę. Uczył się zawodu rymarza. Ukończył trzy klasy rosyjskiej szkoły podstawowej. W 1908 r. ożenił się z Kazimierą Kilanowską. Mieli trzy córki i pięciu synów. Jednym z nich był Franciszek urodzony 5 października 1920 r. w Skępem. Franciszek ukończył szkołę podstawową. Rodzice bardzo dbali, aby każde dziecko zdobyło zawód. Franciszek uczył się rzemiosła ślusarskiego u pana Densta, a podczas II wojny światowej pracował u Niemca Szajnocha. Po wojnie na pewien czas wrócił do zakładu Densta, a potem pracował jako kowal i ślusarz w Państwowym Gospodarstwie Rolnym (PGR) w Wiosce w gminie Skępe.

W latach 50. założył własny warsztat ślusarski przy ulicy Sierpeckiej w Skępem. Naprawiał rowery, maszyny do szycia… Z czasem zaczął wykonywać większe prace. Ukończył kurs mistrzowski i mógł zatrudniać pracowników, których uczył zawodu tokarza, ślusarza lub kowala. Zaczął jako pierwszy w okolicy wykonywać wozy o kołach z oponami gumowymi (potocznie zwane „gumiakami”). W czasie swej działalności rzemieślniczej wraz z Władysławem Kurczewskim wiercili studnie głębinowe, które służą ludziom do dziś. Był też konserwatorem studni głębinowych w Skępem.

Według jego pomysłu zbudowano na skępskim rynku fontannę z koziołkiem. Anegdota głosi, że uparł się, żeby rogi koziołka były skierowane na wschód.

Kuł bramki, bramy, balustrady, kraty i krzyże. Jedną z jego prac jest kuta brama do kościoła Zwiastowania Najświętszej Marii Panny i klasztoru bernardynów w Skępem. Jest odpowiednio podpisana jego imieniem i nazwiskiem tak jak obraz malarski czy inne dzieło… Należał do aktywnych członków Ochotniczej Straży Pożarnej w Skępem. Córka Krystyna powiedziała: „Całe życie był aktywnym strażakiem w OSP Skępe”. Wiele prac wykonywał w czynie społecznym, między innymi wykuł balustradę na wieży remizy. Otrzymywał podziękowania i dyplomy. Na zdjęciach, które oglądałam u córki Pani Krystyny Karpińskiej, widać, że był człowiekiem towarzyskim i lubiącym zabawę. Jak powiedziała córka Krystyna, ojciec słynął z dowcipu.

Zmarł 7 sierpnia 1985 r. w Skępem. Został pochowany na miejscowym cmentarzu parafialnym.

Być może jego postać odmalował w powieści „Powroty” Henryk Czarnecki. Oto fragment z książki: „Jubileusz sam się odłożył, bo, po pierwsze, jubileuszowej fontannie (najważniejsze jubileuszowe zadęcie) zimą głupio by było pryskać wodą dokoła. Po drugie, na pewno by coś tam w niej mogło zamarznąć, popękać. Po trzecie – fontanna jeszcze nie skończona. Trochę za późno się do niej zabrali, trochę główny majster chorował, trochę nie mogli się radni dogadać co do jej kształtu.

- Powiedziałem, że będzie, to będzie – upiera się <Ryży Franek> - ale kto będzie sikał? Zdecydujcie się, ludzie, to migiem tę fontannę wykończę.

Salka w gminie wypełniona po brzegi. Pełno dymu, ludzie siedzą na krzesłach, na ławie, na parapetach. Stary ślusarz z ryżym, sumiastym wąsem – dawny szlagon w ruchach i geście – grzmi swoim wspaniałym basem po sali.

- Trzech strażaków się zrobi, dziurki wywierci, nagwintuje, w ręce sikawki i lu – mówi ktoś z sali.

- Co to, to nie! - <Ryży> poruszył gniewnie wąsami. – Strażaki do wyższych celów stworzone i nie będą się wygłupiać w charakterze fontanny. To dobre dla krasnoludków, rozumiesz mnie, Ignac?

- No i bez celu strażak wody nie leje – wtóruje ktoś <Ryżemu> z sali.

- Fakt. Leje się na coś – potwierdził <Ryży>. – W laniu wody też logika musi być jakaś.

- W Ciechocinku widziałem pod parasolem dzieciaki. I na nie z góry ta woda – mówi ktoś spod okna.

- Parasol, fakt – zgodził się <Ryży>. – Ale z dzieciakami małpować nie będziem.

- To jak? Sam parasol?

- Faceta pod parasolem – podpowiada ktoś z boku.

- Mężczyzna pod parasolem? Koń by się uśmiał.

- No to kobitę.

- Mowy nie ma! – zaperzył się <Ryży>. – Nie dość, że w chałupie człowiek nie może pyska otworzyć, to jeszcze wszędzie te baby! Nie, chłopy. My tu wszystkie żonate i już mamy za swoje.

- To może jakie grzybki? Grzyby lubią wodę, to i logika będzie.

<Ryży> się zdenerwował.

- Pod parasolem?!... Spokój, do cholery, bo od tego waszego gadania mądrzejszy nie będę. Poszperam w historii i coś się odpowiedzialnego wymyśli. Chcecie, to dobrze, a nie, to sami sobie róbcie fontannę. Fakt! O fontannie skończyłem. A teraz z drugiej beczki. Wszystko to piękne, co uradziło szanowne zebranie, nie mam nic naprzeciw tych różnych dyrdymałków, wiadomo, jubileusz, wypiąć się trzeba. Ale są inne sprawy. […]”

Po Franciszku Sobocińskim pozostał warsztat ślusarski przy ulicy Sierpeckiej w Skępem, wiele wykutych bram, balustrad, barierek i krzyży.

Bożena Ciesielska

Za udostępnione materiały dziękuję Pani Krystynie Karpińskiej – córce Franciszka Sobocińskiego.